Każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z dużą agencją, zapewne słyszał pięknie brzmiące zdania typu:
„Zoptymalizujemy Twój lejek sprzedażowy, dostarczając kompleksową strategię omnichannelową, która maksymalizuje ROI i buduje długoterminowy brand equity.”
Brzmi profesjonalnie? Oczywiście!
Ale czy klient faktycznie wie, co to oznacza? Czy rzeczywiście tego potrzebuje? I co mu to realnie daje? A może są to piękne lecz puste słowa, które w rzeczywistości niewiele dają poza piękną mową?
Po co jest tak zwana korpo-gadka”?
Duże agencje czy też firmy bardzo często budują swój wizerunek eksperta właśnie dzięki specjalistycznej narracji, złożonym zdaniom, angielskim zapożyczeniom czy mądro brzmiącym zwrotom. Z jednej strony brzmi to poważnie, buduje prestiż i pokazuje, że zespół zna się na zaawansowanych narzędziach i procesach. Nie można odmówić, że robi to wrażenie, tym bardziej gdy człowiek spotyka się z tym po raz pierwszy.
Takie zdania często przyciągają również duże firmy, które szukają partnera, a nie tylko wykonawcy. Bo skoro agencja mówi językiem „korpo”, to znaczy, że zna ten świat, wie, jak wyglądają procesy, raportowanie i oczekiwania dużych klientów.
Czego korpo-gadka nie daje?
Ale może to działać również w drugą stronę np. dla mniejszych i średnich firm, a nawet dla większych korporacji (bez ogromnego zaplecza marketingowego). Jeśli “haczyk” nie złapie, taki język zamiast przyciągnąć potrafi być barierą.
❌ Zamiast wytłumaczyć, co realnie dostaną, klient słyszy: „będziemy robić coś bardzo skomplikowanego, co na pewno będzie kosztować dużo”,
❌ Zamiast poczuć się partnerem, klient zaczyna się czuć mniej kompetentny,
❌ Często za pięknymi słowami kryje się coś prostszego, co można by powiedzieć w dwóch zdaniach.
Przykład:
W korpo-gadce często pojawiają się efektowne porównania i metafory. Jedną z naszych ulubionych jest słynne:
„Nasze działania marketingowe przypominają drążenie kamienia kroplą wody czyli powtarzalne, konsekwentne i długoterminowe, aż osiągniemy trwały efekt.”
Brzmi poetycko, prawda?
Ale co słyszy klient?
Klient często nie wie, czy to oznacza:
✔ codzienne publikowanie postów?
✔ ciągłe kampanie reklamowe?
✔ SEO, które „zadziała” za rok?
✔ czy raczej to, że na efekt poczeka… i nie wiadomo, kiedy się doczeka?
Piękne metafory budują wizerunek eksperta i tworzą wrażenie, że „dzieje się coś wyjątkowego”. Ale najważniejsze to zadbać, by klient zawsze wiedział, co za tymi słowami się kryje i co realnie dostaje.
Co to faktycznie znaczy?
Za tą piękną metaforą najczęściej stoi bardzo prosta prawda: marketing to proces, a nie jeden strzał.
Nie wystarczy wydać tysiąca złotych na reklamę w jeden miesiąc i oczekiwać rewolucji. Trzeba:
🔹 publikować regularnie,
🔹 budować treści,
🔹 optymalizować kampanie,
🔹 testować i sprawdzać rozwiązania,
🔹 analizować wyniki i powtarzać to w cyklu.
Dlaczego takie porównania bywają pułapką?
Bo brzmią mądrze, ale… często nie dają klientowi jasnej informacji:
- Ile to potrwa?
- Co konkretnie będzie robione?
- Jaki efekt i kiedy mogę go zobaczyć?
Z perspektywy klienta dużo cenniejsza byłaby prosta wersja:
„Prowadzimy kampanie w cyklach miesięcznych, bo dopiero po kilku miesiącach widać realne efekty. Dzięki temu stopniowo, ale stabilnie, zwiększamy sprzedaż.”
Gdzie jest złoty środek?
Klienci doceniają jasność. Lubią, gdy agencja potrafi w prosty sposób wytłumaczyć, co dokładnie będzie robić, po co i co z tego wyniknie. Nie chodzi o to, żeby nie używać żadnych specjalistycznych terminów, naszym zdaniem chodzi o balans i głównie o jakość, która przekłada się na efekty.
Świetna agencja to taka, która potrafi jednocześnie mówić profesjonalnym językiem i wytłumaczyć klientowi to samo „po ludzku”.
Dlaczego warto o tym pamiętać?
Jako klienci nie kupujemy strategii, leja czy omnichannelu. Kupujemy:
👉 poczucie, że nasze potrzeby są zrozumiane,
👉 konkretne efekty (więcej sprzedaży, więcej zapytań, lepszy wizerunek),
👉 poczucie bezpieczeństwa i wsparcia.
Dlatego dobry marketing to taki, który nie tylko „ładnie brzmi”, ale też mówi zrozumiałym językiem o tym, co faktycznie się wydarzy i co da klientowi. A jakie jest Wasze zdanie?